~*~
1. Kredki:
Moje ulubione narzędzia. Uwielbiam kolorować, wydaje mi się, że dzięki temu moje rysunki nabierają wyjątkowego charakteru.
Akwarelowe kredki Mondeluz (36 kolorów) firmy Koh-i-Noor. Jeden z moich pierwszych nabytków. Od tego wszystko się zaczęło. W zestawie były jeszcze dwa pędzelki i temperówka, ale gdzieś musiałam je posiać, nie przywiązywałam do nich zbyt wielkiej wagi.
Dwustronne kredki Academy FLIP firmy Derwent. Nie przepadam za nimi, bardzo rzadko z nich korzystam. Jedyna rzecz, która mi się w nich podoba to ciekawe opakowanie, które można otwierać i przekładać w różny sposób.
Kredki Colorino Kids. Śmiejcie się lub nie, ale lubię te kredki. Kupiłam je za jakieś 12 złotych w księgarni (a wiem, że można je zgarnąć jeszcze taniej), ale jak za taką cenę, to naprawdę są... Dobre.
Kolejne Mondeluzy. Tym razem odcienie szarości i brązu (po 12 kredek w opakowaniu). Pierwsza część mojego ostatniego prezentu urodzinowego. Jak dobrze mieć wspierających przyjaciół. Jedne z moich ulubionych zestawów.
Mondeluzy, gama kolorów przeznaczona przede wszystkim do tworzenia portretów. Druga część prezentu urodzinowego. Tak jak wyżej, są niesamowicie przydatne i ukochane przeze mnie.
2, Cienkopisy i markery:
Nie wyobrażam sobie pracy nad kolorowymi rysunkami bez lineartu! W temacie markerów póki co jestem całkiem zielona. Muszę się jeszcze przełamać do pracy z nimi.
Zestaw cienkopisów Pigma Micron firmy Sakura. Sporo o nich czytałam przed zakupem i wcale się nie przeliczyłam. Zachwyciłam się nie tylko japońską nazwą firmy. Polecam w połączeniu z kredkami wszelkiej maści. Woda ich nie rusza. Pod wpływem Promarkerów jednak się rozmazują (przynajmniej ja mam taki problem).
I oto właśnie Promarkery. Najczęściej używam ich do tworzenia jednolitego tła. W takich przypadkach sprawdzają się naprawdę niesamowicie. Może kiedyś nauczę się z nich korzystać poprawnie. Dla ciekawskich, posiadam: blender, O819, Y367, O567, G178, G356, C824, C429, M544, M727, R665, O225, black.
3. Inne przybory:
Ołówki, gumki, jakieś przypadkowe przedmioty, które kupiłam z ciekawości.
Moja ukochana armia ołówków. W końcu nie tylko kredkami człowiek żyje. Kiedyś w ogóle nie kolorowałam, poza tym czymś trzeba robić szkic. O ile się nie mylę, posiadam ołówki od HB, do B8. Niektóre są naprawdę stare.
Całkiem przydatne przedmioty, których nie zawsze używam, ale mam, więc powinny się tu znaleźć. Ścieralny długopis w kolorze zielonym, gumka w ołówku (coś niesamowitego po prostu), dwa blendery do kredek (Derwent i Koh-i-Noor, lepiej pracuje mi się tym pierwszym) i burnisher. Dodatkowa temperówka i gumka chlebowa.
Internet mi podpowiada, że to urządzenie to po prostu biedna wersja sztalugi skrzynkowej. Może być i tak. Ustrojstwo znajduje się w moim posiadaniu od dawna (już w podstawówce chciałam być jak prawdziwa artystka!) i przetrwało w niezłym stanie aż do dzisiaj. Niestety, nie wiem nawet jaka to firma.
Kolejne ołówki HB. Kupiłam je w outlecie Empiku. To zwykle ołówki, było ich jednak dużo i uznałam, że kiedyś na pewno do czegoś się przydadzą, a przez kartonowe opakowanie, nie pogubię ich tak szybko.
4. Materiały:
Uwielbiam rysować w szkicownikach. Czasem przerzucam się też na zwykłe kartki a4, a rysunki zamykam wtedy w segregatorze.
Oto ja, łowczyni okazji! Trzy szkicowniki, znajdujące się po prawej stronie zdjęcia kupiłam w Biedronce za 10/12 złotych i jestem z nich bardzo zadowolona. Można je czasem wygrzebać w sklepie spośród całkiem nieprzydatnych przedmiotów, także życzę wam szczęścia w poszukiwaniach! Dodatkowo jeszcze szkicownik w formacie a4 i jakieś stare straszydło, które wyrwałam w Empiku i nigdy nie wypełniłam (może tym razem to się zmieni)
~*~
PS: Gościnnie wystąpiła: Podłoga w moim pokoju! Serdecznie dziękuję!












Zazdro :c
OdpowiedzUsuń